W końcu się udało!
Przez kilka tygodni na spotkaniach kombinowaliśmy jak prawdziwi profesjonaliści 
: sprawdzaliśmy trasę, czas przejścia, autobusy i pociągi 
, godziny odjazdów, przyjazdów i koszty
. Całe to planowanie miało jeden cel – dzisiejszą wyprawę. I warto było!
Wyruszyliśmy wcześnie rano
z Paniówek do Tychów, tam szybka przesiadka i dalej pociągiem do Bielska-Białej
. Stamtąd autobusem pod Szyndzielnię i… start! 
Czerwonym szlakiem ruszyliśmy w górę aż do schroniska. Po drodze było trochę sapnięcia
, ale na górze czekała nagroda – pyszny obiad 
. Warunki na szlaku trochę nas zaskoczyły 
– momentami było jak na lodowisku. Wejście jakoś ogarnęliśmy
, ale zejście mogłoby być ryzykowne
, więc postawiliśmy na bezpieczeństwo i wróciliśmy kolejką 
. Zanim jednak do niej dotarliśmy, nie mogliśmy sobie odmówić małej dawki szaleństwa 
. Zjeżdżaliśmy z górki na czym się dało: „jabłuszkach”
, reklamówkach
, a nawet pelerynach przeciwdeszczowych 
. Śmiechu było więcej niż śniegu! Do domu wróciliśmy zmęczeni
, ale mega zadowoleni
.
Jeśli tak mają wyglądać kolejne wycieczki Kółka, to my się piszemy bez zastanowienia! 









